Pamiętam to jak dziś. Były wakacje 2015 roku, siedziałem na dworcu w Kielcach, trzymając w ręku ostatnie 20 złotych i zastanawiałem się, jak dojechać do domu, mając przed sobą jeszcze dwa dni wyprawy. To był moment zwrotny. Wtedy zrozumiałem, że „tanie podróżowanie” to nie jest kwestia przypadku, ale rygorystycznej matematyki. Mój sąsiad, stary wyga transportowy, zawsze powtarzał: „— Chłopie, jeśli nie wiesz, ile kosztuje cię kilometr drogi, to ty nie podróżujesz, ty po prostu tracisz pieniądze”.
„— A ja mu na to mówię: przecież mam bilety i opłacony nocleg!” — wspominałem z uśmiechem. Okazało się jednak, że diabeł tkwi w kosztach ukrytych. Przejazdy z lotniska, prowizje w bankomatach i te nieszczęsne „drobne wydatki”, które zsumowane potrafią zrujnować każdy plan. Od tamtej pory każdą trasę rozbijam na czynniki pierwsze. Nie szukam magii, szukam optymalnych wartości w arkuszu kalkulacyjnym.
W tej branży nie ma miejsca na sentymenty. Albo panujesz nad cyframi, albo cyfry przejmują kontrolę nad Twoim urlopem. W Oakpaper Way uczymy, jak wyeliminować zbędne ogniwa w łańcuchu wydatków. Właśnie dlatego tak ważne jest, aby zrozumieć mechanizmy opisane w sekcji tanie bilety lotnicze i kolejowe, gdzie analizujemy dynamikę cen przewoźników.